telefon. dzwoni. behe mysli "no dobra, raz na tydzien moge od nich odebrac telefon". zostalo to ukarane
kobita: paniii bo drukarka nie dziala! bo sie wlaczyl alarm to ja przeczyscilysmy, dalysmy papier i siie alarm wylaczyl i sie swieci, ale nie drukuje
beh: zrestartowaliscie drukarke?
K: tak.
*beh zaczyna kombinowac zdalnie.* godzine pozniej: wojtek, nie przejechalbys sie tam do nich? softowo tu dobrze, a co ja z iglowka zrobie... porabac ja moge co najwyzej
wojtek: no dobra...
*po dojechaniu Wojteka na miejsce dzwoni*
Wojtek: siedzisz?
beh: no. dajesz. co zrobili
wojtek:... kabel byl nie podlaczony
*beh popada w szalenstwo i klnie na czym swiat stoi*
beh: sory... jakbym wiedziala ze to takie idiotyczne to sama bym tam pojechala
*wojtek powraca, temat zostaje kontunuowany*
wojtek: a wiesz co jest najlepsze? ze ta najbardziej ogarnieta tam mowila tej co do ciebie dzwonila 'podlacz kabel'
beh: a ta co?
wojtek: "nie, NIE TRZEBA".
*mija sobie godzina albo dwie, beh streszcza sytuacje jarkowi*
jarek: bo to byl zle przeprowadzony wywiad. trzeba sie bylo zapytac o kable, o reset...czy prad maja...
beh:juz wiesz czemu nie lubie gadac przez telefon?:> no ale kuuurwa nie wpadlam na to ze mozna byc takim debilem. ja myslalam ze ludzie maja troche wiecej inteligencji od ameby... a tu pacz - psikus.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz