marek: co ty takie cienkie do buzi wkladasz, takie sobie wez! porzadne!
*macha sporym pentem kielbachy*
beh: njieeee! bo to takie to musztardy wymaga. a nie mamy musztardy
marek: ale mamy keczup...
beh: njieee. keczup to do niesurowej. co ci mam, ognisko na serwisie rozpalic?
mareK;...a chrzan? chrzan mamy. moze byc chrzan?
beh: njieee! bo do surowej kielbachy MUSI byc musztarda
marek: mam jeszcze ogorka...
beh: MUSZTARDA! ogorek nie jest musztardą!
marek: ... ale konserwowy...
beh: MU SZTAR DA
*marek poddaje sie i ucieka ze swoja kielbacha*
czwartek, 28 lutego 2013
beherit ułomna...
beherit wjezdza pierdolotem w ULICZKE. uliczunie nawet. no i jest! miejsce na pierdolota...TYLKO na pierdolota, rownolegle. no to wiejzdza. i staje jak byk najszczal. wtem pojawia sie zbawienie.
beh, otwierajac drzwi: januuuusz... a nie zaparkowalbys mi autaaaaa?
janusz, patrzac na apokalipsa stojacego tak zle, ze gorzej to by stal tylko gdyby byl wjechany innemu autu w tyl:
- no daj, zaparkuje.
janusz wsiada, wyjezdza. wjezdza NA RAZ.
beh patrzy z rosnacym dolem: kur... kiedys sie tego naucze...
beh, otwierajac drzwi: januuuusz... a nie zaparkowalbys mi autaaaaa?
janusz, patrzac na apokalipsa stojacego tak zle, ze gorzej to by stal tylko gdyby byl wjechany innemu autu w tyl:
- no daj, zaparkuje.
janusz wsiada, wyjezdza. wjezdza NA RAZ.
beh patrzy z rosnacym dolem: kur... kiedys sie tego naucze...
it gadajace z it
beh: aaa bo dzwonilam do ciebie z lenistwa... chcialam IPka ale juz mam.
MKO: jakiego IPika?
beh: bonifacego [serwer]
MKO: no... "bonifacy"
MKO: jakiego IPika?
beh: bonifacego [serwer]
MKO: no... "bonifacy"
wtorek, 26 lutego 2013
niedziaua
klient: internet mi nie dziala
wojtek: ale przez kabel czy...
klient: przez ruter!
*beh siedzi i zagryza policzki zeby nie ryknac smiechem, bo to nieprofesjonalne*
wojtek: ale przez kabel czy...
klient: przez ruter!
*beh siedzi i zagryza policzki zeby nie ryknac smiechem, bo to nieprofesjonalne*
poniedziałek, 25 lutego 2013
brainfuck
"Działo sie to w roku tysiąc pięćset sto dziewięćset, gdy bramy niebios zamykały się na dwie agrafki. Z nich wyszło dwóch mądrych policjantów prowadzących pijanego nieboszczyka. Patrzą, a w nasłonecznionym cieniu na drewnianym kamieniu siedziała stojąc młoda staruszka, która nic nie mówiąc rzekła:
- Mam trzech synów, ten czwarty jest marynarzem.
Poszli do portu, tam stały trzy statki. Pierwszy był cały, drugiego połowa, a trzeciego wcale nie było. Wsiedli do trzeciego i popłynęli na bezludną wyspę, gdzie roiło się od Białych Murzynów. Weszli na gruszkę, strącili pietruszkę, a spadła cebula. Przyszedł właściciel tego banana, mówi:
- Złaźcie z tego kasztana, bo to nie mój orzech.
Cała ta historia była zapisana na spódnicy Anny Manny, która zmarła na porost włosów rok przed swoim urodzeniem."
#2
Kiedy jechałem do Wrocławia Autosanem to pękła opona i zrozpaczony kierowca poszedł naprawiać silnik. Miałem rację że mercedesy szybko się psują, szczególnie ten chevrolet marki volvo. Kierowca mówił że naprawił ten tłumik. Chłodnica się przegrzała i trzeba było szybę wstawiać bo bez świateł nie ma zderzaka. Gdy ruszyliśmy to okazało się że kierowca został na drodze i deptał trawę kopiąc w beton. Na koniec dnia gdy słońce wschodziło zaszedłem do baru gdzie była restauracja i w tej lodziarni zamówiłem hot doga z kremem czekoladowym. Oczywiście zjadłem tego hamburgera, powiedziałem że wieśmak był fantastyczny i poszedłem do domu myśląc że jeszcze zjem kiedyś tą zapiekankę...
#3
"Dawno, dawno temu, kiedy bramy zamykano na guziki, a okna na agrafki, usiadła w słonecznym cieniu, na miękkim, drewnianym kamieniu 16 letnia staruszka. Po czym nic nie mówiąc, rzekła do wysokiego mężczyzny o niskim wzroście. 'Jestem wdową bezdzietną, mam 3 synów i męża. Mój pierwszy syn ma statek, drugi połowę, a trzeci nie ma statku. Więc wsiadłam na statek tego trzeciego i popłynęłam na bezludną wyspę, gdzie aż roiło się od białych murzynów. Mój mąż wlazł na gruszkę i zbierał pietruszkę. Więc przyszedł właściciel tego banana i powiedział: 'złaź pan z tego kasztana, bo to nie twoja lipa!'. A to wszystko zapisane jest na 72 fałdzie spódnicy mojego prapradziadka, który zmarł tuż przed swoją śmiercią na zapalenie skarpetek.'"
- Mam trzech synów, ten czwarty jest marynarzem.
Poszli do portu, tam stały trzy statki. Pierwszy był cały, drugiego połowa, a trzeciego wcale nie było. Wsiedli do trzeciego i popłynęli na bezludną wyspę, gdzie roiło się od Białych Murzynów. Weszli na gruszkę, strącili pietruszkę, a spadła cebula. Przyszedł właściciel tego banana, mówi:
- Złaźcie z tego kasztana, bo to nie mój orzech.
Cała ta historia była zapisana na spódnicy Anny Manny, która zmarła na porost włosów rok przed swoim urodzeniem."
#2
Kiedy jechałem do Wrocławia Autosanem to pękła opona i zrozpaczony kierowca poszedł naprawiać silnik. Miałem rację że mercedesy szybko się psują, szczególnie ten chevrolet marki volvo. Kierowca mówił że naprawił ten tłumik. Chłodnica się przegrzała i trzeba było szybę wstawiać bo bez świateł nie ma zderzaka. Gdy ruszyliśmy to okazało się że kierowca został na drodze i deptał trawę kopiąc w beton. Na koniec dnia gdy słońce wschodziło zaszedłem do baru gdzie była restauracja i w tej lodziarni zamówiłem hot doga z kremem czekoladowym. Oczywiście zjadłem tego hamburgera, powiedziałem że wieśmak był fantastyczny i poszedłem do domu myśląc że jeszcze zjem kiedyś tą zapiekankę...
#3
"Dawno, dawno temu, kiedy bramy zamykano na guziki, a okna na agrafki, usiadła w słonecznym cieniu, na miękkim, drewnianym kamieniu 16 letnia staruszka. Po czym nic nie mówiąc, rzekła do wysokiego mężczyzny o niskim wzroście. 'Jestem wdową bezdzietną, mam 3 synów i męża. Mój pierwszy syn ma statek, drugi połowę, a trzeci nie ma statku. Więc wsiadłam na statek tego trzeciego i popłynęłam na bezludną wyspę, gdzie aż roiło się od białych murzynów. Mój mąż wlazł na gruszkę i zbierał pietruszkę. Więc przyszedł właściciel tego banana i powiedział: 'złaź pan z tego kasztana, bo to nie twoja lipa!'. A to wszystko zapisane jest na 72 fałdzie spódnicy mojego prapradziadka, który zmarł tuż przed swoją śmiercią na zapalenie skarpetek.'"
niedziela, 24 lutego 2013
gdzie kucharek 6... a nam wystarcza 3 :>
beherit gotuje. ZUPE. a w zasadzie skonczyla szalenstwo z nozem, powkladala rzeczy do garow i one sie dusza. przyszla mamuska i cos tam szturcha garnek. przyszla babcia i zaczela sprzatac blat
mać: babcia idz stad
babcia: a niby dlaczego
mać: bo przeszkadzasz, przeciez jeszcze [beh] nie skonczyla a ty juz sprzatasz
beh, wracajac do kuchni: cicho tam, babcia miala czynny udzial w tej zupie.. ale zostaw mi ta miske, bedzie mi potrzebna
mać, podnoszac pokrywke z garnka: babcia idz stad...
*babcia sie oburza*
beh, zabierajac matce pokrywke: WSZYSCY WYPIERDALAC Z KUCHNI!
mać: babcia idz stad
babcia: a niby dlaczego
mać: bo przeszkadzasz, przeciez jeszcze [beh] nie skonczyla a ty juz sprzatasz
beh, wracajac do kuchni: cicho tam, babcia miala czynny udzial w tej zupie.. ale zostaw mi ta miske, bedzie mi potrzebna
mać, podnoszac pokrywke z garnka: babcia idz stad...
*babcia sie oburza*
beh, zabierajac matce pokrywke: WSZYSCY WYPIERDALAC Z KUCHNI!
piątek, 22 lutego 2013
wspaniala oferta
telefon. dzwoni.
beh, z entuzjazmem jaki wykazuje bulgoczace bloto: haaalo...? (czyt: "czego kurwa")
pani: dziendoby nazywam sie wiolettajakstamdzwoniedopanizkredytbankuczyzpaniak?
beh: taaak
pani: mamy dla pani oferte kredytu gotowkowego...
beh, przerywajac: ma pani wglad w moje konta*?
pani:...nooom, mam.
beh: to niech sobie pani popatrzy na nie i stwierdzi ze ja jednak kredytu gotowkowego nie potrzebuje. poza tym one maja oprocentowanie z kosmosu, niezaleznie od tego jak dobra to by byla oferta
pani: aaa...acha... no tak.. dziekuje, dowidzenia.
* jest ich dwa, jeden ror na ktorym sie paletaja jakies marne 3 tysiaki. oraz oszczednosciowka, na ktorej paleta sie jakos tak 8 razy wiecej. a nie sa to jedyne konta :>
i teraz jaka oferte kredytu GOTOWKOWEGO moze taka pani przedstawic? na 10k? na 15? na 20k? zeby potem splacic odpowiednio 13 18 i 23?:> bedzie potrzeba to sie wyciagnie. takiego kredytu jak beh chce, to jej zaden bank nie da, bo nie ma takich zdolnosci kredytowych nawet jakby w zastaw poszly 2 nerki i noga. albo 1 nerka i 2 nogi, bo nogi rzadko uzywane.
jebani kurwa telemarketerzy...
beh, z entuzjazmem jaki wykazuje bulgoczace bloto: haaalo...? (czyt: "czego kurwa")
pani: dziendoby nazywam sie wiolettajakstamdzwoniedopanizkredytbankuczyzpaniak?
beh: taaak
pani: mamy dla pani oferte kredytu gotowkowego...
beh, przerywajac: ma pani wglad w moje konta*?
pani:...nooom, mam.
beh: to niech sobie pani popatrzy na nie i stwierdzi ze ja jednak kredytu gotowkowego nie potrzebuje. poza tym one maja oprocentowanie z kosmosu, niezaleznie od tego jak dobra to by byla oferta
pani: aaa...acha... no tak.. dziekuje, dowidzenia.
* jest ich dwa, jeden ror na ktorym sie paletaja jakies marne 3 tysiaki. oraz oszczednosciowka, na ktorej paleta sie jakos tak 8 razy wiecej. a nie sa to jedyne konta :>
i teraz jaka oferte kredytu GOTOWKOWEGO moze taka pani przedstawic? na 10k? na 15? na 20k? zeby potem splacic odpowiednio 13 18 i 23?:> bedzie potrzeba to sie wyciagnie. takiego kredytu jak beh chce, to jej zaden bank nie da, bo nie ma takich zdolnosci kredytowych nawet jakby w zastaw poszly 2 nerki i noga. albo 1 nerka i 2 nogi, bo nogi rzadko uzywane.
jebani kurwa telemarketerzy...
czytanie
kuba, patrzy z powatpiewaniem na beh i janusza z ksiazkami w rekach: co wy, ksiazki czytacie?
beh: nauczyli nas kurwa w podstawowce czytac to czytamy
kuba: poczytaj mi mamo
beh: a ty swojemu dziecku czytasz ksiazki? czy tylko tabliczki znamionowe ze swichy?
beh: nauczyli nas kurwa w podstawowce czytac to czytamy
kuba: poczytaj mi mamo
beh: a ty swojemu dziecku czytasz ksiazki? czy tylko tabliczki znamionowe ze swichy?
czwartek, 21 lutego 2013
cienki czy nie cienki?
janusz: no i co tam slychac?
marek: aaa.. cienki jestem..
janusz: jak cienki? spasiony jak trza!
marek: etam spasiony1 bo od frontu popatrzyles! a patrz od boku o, jaki cienki jestem
marek: aaa.. cienki jestem..
janusz: jak cienki? spasiony jak trza!
marek: etam spasiony1 bo od frontu popatrzyles! a patrz od boku o, jaki cienki jestem
środa, 20 lutego 2013
słodkości
beh: ...a zrobie se kawe... trzecia...
janusz: ooo, rozbuchałas sie
beh: nieee, bo to jest niekawa... bo tak w zasadzie to wcale mi sie jej nie chce tylko cos slodkiego, ale nie ma :<
krzysztof: my jestesmy slodcy
beh: ale was przeciez nie zezre... zony czy jakiestam dzieci moglyby miec cos przeciwko... ze nie ma czlowieka co przynosi pieniadze do domu
i tak oto został wyłudzony cukierek dla beherit, podarowany przez krzysztofa ktoren uzalil sie nad ciezkim losem osoby ktora przeciez NIE PIJE KAWY BO NIE LUBI.
janusz: ooo, rozbuchałas sie
beh: nieee, bo to jest niekawa... bo tak w zasadzie to wcale mi sie jej nie chce tylko cos slodkiego, ale nie ma :<
krzysztof: my jestesmy slodcy
beh: ale was przeciez nie zezre... zony czy jakiestam dzieci moglyby miec cos przeciwko... ze nie ma czlowieka co przynosi pieniadze do domu
i tak oto został wyłudzony cukierek dla beherit, podarowany przez krzysztofa ktoren uzalil sie nad ciezkim losem osoby ktora przeciez NIE PIJE KAWY BO NIE LUBI.
kto co potrzebuje
beh: siedzisz w i.? [na pulpicie zdalnym]
jarek: a co, potrzebujesz wyjsc?
beh: nie, to TY potrzebujesz wyjsc :>
jarek: a co, potrzebujesz wyjsc?
beh: nie, to TY potrzebujesz wyjsc :>
wtorek, 19 lutego 2013
q
janusz: twoj przyjaciel najlepszy dzwonil
beh: ktory? ja mam samych takich
janusz: NO NAJLEPSZY. zebys do niego oddzwonila bo on nie wie jak sobie costam ma zrobic
beh: nacisnac ctrlQ
kub: q jak...
bhe; Q JAK KUTAS
beh: ktory? ja mam samych takich
janusz: NO NAJLEPSZY. zebys do niego oddzwonila bo on nie wie jak sobie costam ma zrobic
beh: nacisnac ctrlQ
kub: q jak...
bhe; Q JAK KUTAS
beherit pomocna. jak zwykle
kuba:... tylko nie wiem czy 256 kilo czy 512
beh: zruuup 512. nie wiem o czym mowisz, ale zrob 512
i teraz kazdy kto jest we firmie stoi nad funkiel nowka serwerem rakowym co wydaje odglosy jak lotnisko. czyli jak zwykle :p
beh: zruuup 512. nie wiem o czym mowisz, ale zrob 512
i teraz kazdy kto jest we firmie stoi nad funkiel nowka serwerem rakowym co wydaje odglosy jak lotnisko. czyli jak zwykle :p
poniedziałek, 18 lutego 2013
tak wlasnie ludzie sluchaja co sie do nich mowi
[t]yp, wchodzi, rozglada sie
beh: slucham?
t: jest janusz?
beh: nie ma. nikogo nie ma. ja jestem.
t: ...darka tez nie ma?
beh: slucham?
t: jest janusz?
beh: nie ma. nikogo nie ma. ja jestem.
t: ...darka tez nie ma?
niedziela, 17 lutego 2013
beherit barowa
beh: piwo z sokiem poprosze
barmanka: jaki sok, a jakie piwo?
beh:sok imbirowy naprzyklad, a piwo niewazne, nie lubie piwa
barmanka: jaki sok, a jakie piwo?
beh:sok imbirowy naprzyklad, a piwo niewazne, nie lubie piwa
czwartek, 14 lutego 2013
maile i telefony
telefon. dzwoni. beherit patrzy na niego z obrzydzeniem, gadajac przez drugi telefon. dostrzega numer. obrzydzenie staje sie wieksze
beh, dajac komorke wojtkowi: masz! odbier powiedz ze umarlam czy cos.
*obie rozmowy sie koncza*
beh: co, d. dzwonil?:> i co, zadzwoni jeszcze raaz?
wojtek: tak, za pol godziny
beh: kurwa ja nie rozumiem tego chloppa. wyslalam mu maila. DWA ZDANIA. w skorcie 'uzupelnij czego brakuje'. a on dzwoni. i jeszcze ŻĘ jak do mnie dzwoni
wojtek: 'trza odbierac mowiac 'smacznego' :>
*mija pol godziny*
beh: ty, d. nie zadzwonil
wojtek: zrozumial maila >:>
beh: taaa, w koncu mial pol godziny na czytanie w kolko 2 zdan...
beh, dajac komorke wojtkowi: masz! odbier powiedz ze umarlam czy cos.
*obie rozmowy sie koncza*
beh: co, d. dzwonil?:> i co, zadzwoni jeszcze raaz?
wojtek: tak, za pol godziny
beh: kurwa ja nie rozumiem tego chloppa. wyslalam mu maila. DWA ZDANIA. w skorcie 'uzupelnij czego brakuje'. a on dzwoni. i jeszcze ŻĘ jak do mnie dzwoni
wojtek: 'trza odbierac mowiac 'smacznego' :>
*mija pol godziny*
beh: ty, d. nie zadzwonil
wojtek: zrozumial maila >:>
beh: taaa, w koncu mial pol godziny na czytanie w kolko 2 zdan...
środa, 13 lutego 2013
impreza
jarek: ale panowie, cos mi nie gra. dzisiaj jest katarzyny i jakuba. a my zadnego ciastka nawet nie mamy. ze juz nie wspomne o flaszce
beh: moj drogi. SWIETEJ BEHERIT jest 25. listopada, 3 dni przed urodzinami
*jarek odchodzi krecac glowa*
beh: ej, ale moge ci w ramach imprezy pomalowac paznokcie na czerwono, chceeeeeesz?
jarek, z gabinetu: nieee!
beh: ale napewnoooo!
*cisza jest tak gesta ze mozna ją ciąć i przeżuwać*
beh: moj drogi. SWIETEJ BEHERIT jest 25. listopada, 3 dni przed urodzinami
*jarek odchodzi krecac glowa*
beh: ej, ale moge ci w ramach imprezy pomalowac paznokcie na czerwono, chceeeeeesz?
jarek, z gabinetu: nieee!
beh: ale napewnoooo!
*cisza jest tak gesta ze mozna ją ciąć i przeżuwać*
wtorek, 12 lutego 2013
beherit sprzętowa
*beh knie na czym swiat stoi *
janusz: slonce, co ci mam wlozyc?
beh, pelna dezorientacja: ale ze co mi chcesz wkladac gdzie?
janusz: bo mowisz ze nie mozesz wlozyc
beh: nieee, nie wlozyc, wyciagnac mi musisz
tak oto wyglada rozmowa o wpinaniu i wypinaniu molexow. ZAWSZE.
beh, patrzy z powatpiewaniem na dara ktory usiluje wytargac zworke z napedu siedzacego w budzie:
- dac ci pensetke?
dar: nieee, nie mam problemow z sikaniem
janusz: slonce, co ci mam wlozyc?
beh, pelna dezorientacja: ale ze co mi chcesz wkladac gdzie?
janusz: bo mowisz ze nie mozesz wlozyc
beh: nieee, nie wlozyc, wyciagnac mi musisz
tak oto wyglada rozmowa o wpinaniu i wypinaniu molexow. ZAWSZE.
beh, patrzy z powatpiewaniem na dara ktory usiluje wytargac zworke z napedu siedzacego w budzie:
- dac ci pensetke?
dar: nieee, nie mam problemow z sikaniem
niedziela, 10 lutego 2013
duet intelektualno manualny strikes back
otoz. Duet intelektualno manualny w skladzie Beherit& Eruntale tym
razem pod wezwaniem szprycy i 2 litrow goracego oleju, zapragnal zrobic
PĄCZKI. Razem z zakupami, dwukrotnym wyprowadzeniem psa, tatarska jazda z
jednego domu do drugiego celem zabrania niezbednych narzedzi
kucharskich w postaci rzeczonej szprycy do ciasta, (bowiem real chyba
nie ogarnal idei takiego uirzadzenia i nie ma go w sprzedazy) cala
operacja zajela 6 godzin. Efekt: 12 paczkow polukrowanych i nabitych, 2
zezarte ze tak powiem w trakcie [no przeciez tezeba bylo testowac czy
dobre, nie?]
na zakupach pewnie pol reala wzielo eru i beh za lesbijki... no bo co, koszyk wyladowany produktami takimi bardziej do kuchni niz na impre, obgaduja co z tymi produktami dalej a potem stoja i sie przytulaja. bo w zasadzie czemu nie :>
beh, patrzy do wozka: ej, drozdze jeszcze. pod jajkami sa
eru; buahahaha. drozdze pod jajakami. pszprszam
*beh, patrzy w pelni niezrozumienia*
eru; drozdze pod jajkami. AHAHAHAHAHAHA XD
beh zaczyna glupawo rechotac. a potem bramka zaczyna glupawo wyc na beheritowa zlodziejska kurtke. choroniarz przyszedl, choc w takim tepie ze jakby fajtycznie cos zostalo ukradzione to razem z tym, z zakupami i oddaniem wozka spacerkiem cz;pwoel-zlodziej spokojnieby dotuptal na parking. pan przyszedl, popatrzyl, posmiali sie w trojke zastanawiajac sie co w kurtce, PUSTEJ kurtce BEZ metek moglo wyc na bramkach i kazdy udal sie w swoja strone
Ciasto

eru: beheriiiit a jakiej konsystencji ma byc to ciasto?
beh: czekaj, sprawdze *zaglada strategicznie do michy w ktorej eru zywo myrda*... eee no nie takej. napewno... ide guglac *stuk stuk* ma odchodzic od reki i od miski
eru: no to odchodzi. jak mocno zakrecic...
beh: syp maki
eru: a ile?
beh: do oporu, az bedzie dobre
3 sypania pozniej
eru: juz sie zmeczylam! reka mnie boli!
beh: dobra dak * beh bierze ciasto i widelec ktorym zakreca jakies 3 razy zanim ja zacznie bolec reka*
beh: eee pierdole * pakuje lewa lape w miche*
eru: zdejmij pierscionek!
beh, patrzy na kciuk oblepiony niewielka iloscia ciasta: za pozno... no dobra * odskrobuje pierscionek, odksrobuje ciasto, znbow pakuje lewa reke do michy*
nastapilo zagniatanie ciasta o konsystencji czegos pomiedzy klejem a budyniem. w miedzy czasie beh sobie przypomniala ze jest przeciez praworeczna wiec wpakowala druga reke do michy co spowodowalo ze usilnie chciala wyksztalcic trzecia reke zeby maki sypac. proby spelzly na niczym.
beh: eruuuu, cho bedzies sypac!
eru, patrzy z przerazeniem na lapy beherit na ktroych jest tyle samo oblepionego ciasta co w misce: eee zostawmy to... zamowmy moze pizze?XD masz jakies drobne?...
beh: nichuja! sypaj make, mamy jeszcze kilo, mozemy jej tam sypac do usranej smierci
troche jeszcze zagniatania i sypania maki pozniej udalo sie wyrobic cos na ksztalt ciasta wlasciwego mimo ze behe z wielka pasja chciala je poodklejac z rak i powrzucac do michy, czynnosc zajelaby czas do dzis, wiec eru brutalnie wyrwala miske i przepedzila beh do lazienki
PIERWSZY paczek i sprawdzanie na oko ile sie go smazy i czy olej dobry. olej dobry, smazenie za krotkie
PIERWSZY paczek ktory sie sam kopyrtnal do gory nogami. zajebista rzecz
PIERWSZY paczek rozdziubdziany celem sprawdzenia czy aby sie usmazyl jak powinien. No wiec nie. byl niedosmazony w srodku. Jednakze nauka zostala wyciagnieta na przyszlosc. [a polowka dosmazona i zezarta :P]
Work at end. Wszystko usmazone, polowka pierwszego paczka opluta KRUDEM. oraz SZPRYCA.
Pies marki pies, model Beksa 1.6.
Kolano i skarpetka beherit zostaly zaslinione przez psa ktory nie jadl od 3 lat i biedny zaglodzony obserwowal jak tam jakie RZECZY dzialy sie na STOLE i nic z niego nie spadalo. Jakos nie chciala dac sie przekonac ze nie lubi cytryny :>
'moze jednak jej cos spadnie...poloze jej pyskk na udzie, wtedy napewno cos spadnie!'
30letnia szpryca i nabijanie paczka.
No i paczki nabite. Szprycowosc szprycy objawiala sie tym, ze ta koncowka widoczna na zdjeciach NIE SLUZY do nadziewania tylko do ozdabiania :> ale coz, innej nie bylo :P i tak lepsze to niz rekaw cukierniczy
Drugi talerz paczkow nadzianych i przygotowanych do lukrowania
Kontynuacja obsliniania beherit.
Koniec obsliniania beherit
Czysta alchemia - oto lukier. W ktoryms momencie beherit zarzadala pipety do odmierzania odpowiedniej ilosci wody, ale wobec obojetnosci wszechswiata na to rzadanie, dala sobie rade lyzka.
Wzrok mowiacy 'ale napewno ci nic nie spadnie? wszystko ci tam potrzebne?'
TADAAAAM. Pączki nadziane i polukrowane.
beh: eruuuu, tys juz umyla ten lukier? [czyli miseczke z resztka lukru]
eru: no tak...a co?
beh: ranyboskiej, jestes gorsza niz moja babcia! tez mi wyrywa spod rak zeby sprzatac! ale ona ma 80 lat a ty nawet 30 nie masz!
eru zrobila jedyna rzecz ktora mozna zrobic slyszac marudzenie beherit: olala temat.
A paczki z KRUDEM sa zajebiste. Jeszcze 6 razy i duet intelektualno manualny naumie sie robic wlasciwe ciasto, we wlasciwej kolejnosci sypac skladniki i smazyc na wlasciwej temperaturze oleju [byl troche jednak za cieply]
piątek, 8 lutego 2013
nasza radosc jest wielka
wojtek, konczac klepanie zamowienia: dobra, poszlo.
beh, smiertelnie powaznym glosem: łii.
wojtek, rownie smiertelnie powaznym glosem: łii.
beh, smiertelnie powaznym glosem: łii.
wojtek, rownie smiertelnie powaznym glosem: łii.
czwartek, 7 lutego 2013
czyszczenia ciag dalszy
wojtek stoi w oknie z karta za tymze oknem i wjucha na nia komptesorem: łoł... wlasnie zdmuchnalem zaslepke od hdmi...*patrzy metnie na pol metra sniegu zalegajacego na tarasie* ale nie bede jej szukal...
beh: spoko, znajdzie sie na wiosne :>
beh: spoko, znajdzie sie na wiosne :>
środa, 6 lutego 2013
erotumanizm
jarek:'...mlodaa daj mi jeszcze raz
beherit zaczyna sie zanosic histerycznym smiechem
jarek: no co...
beherit brechta jeszcze glosniej
jarek, jarzac co powiedzial: o kuuurwa, PAPIEROSA! PAPIEROSA CHCIALEM! *ucieka do gabinetu*
beh, dalej zanoszac sie smiechem: ty rzeczywiscie musisz isc spac juz :P
jarek: jakby to moja zona uslyszala...
beh: oj tam, wprawe w spaniu na plytkach juz masz*
* bo go lenistwo ogarnia jak siedzi do 3 w nocy na kompem i mu sie nie chce isc na gore do sypialni to sie kladzie na plytkach. a ze ogrzewanie podlogowe jest... :>
beherit zaczyna sie zanosic histerycznym smiechem
jarek: no co...
beherit brechta jeszcze glosniej
jarek, jarzac co powiedzial: o kuuurwa, PAPIEROSA! PAPIEROSA CHCIALEM! *ucieka do gabinetu*
beh, dalej zanoszac sie smiechem: ty rzeczywiscie musisz isc spac juz :P
jarek: jakby to moja zona uslyszala...
beh: oj tam, wprawe w spaniu na plytkach juz masz*
* bo go lenistwo ogarnia jak siedzi do 3 w nocy na kompem i mu sie nie chce isc na gore do sypialni to sie kladzie na plytkach. a ze ogrzewanie podlogowe jest... :>
nauka
beh: ooo, o co tu chodzi? podejdzno do plota
*jarek z mina meczennika podchodzi i patrza na excela od klienta*
jarek: co to?
beh: m. mi przyslala
jarek: ojeeeezuuu... co za baba... ja to robilem tak *tu nastepuje opis jakichs 3 czynnosci z ktorych 2 to kopiuj&wklej*... ale oni marudza...
beh: no to co... 2 godziny nie*? :P
jarek: ooo widzisz jak ty sie szybko uczysz
*2 godziny = 240 zl netto
*jarek z mina meczennika podchodzi i patrza na excela od klienta*
jarek: co to?
beh: m. mi przyslala
jarek: ojeeeezuuu... co za baba... ja to robilem tak *tu nastepuje opis jakichs 3 czynnosci z ktorych 2 to kopiuj&wklej*... ale oni marudza...
beh: no to co... 2 godziny nie*? :P
jarek: ooo widzisz jak ty sie szybko uczysz
*2 godziny = 240 zl netto
wtorek, 5 lutego 2013
szefu pomocny.jak zawsze.
jarek: co robisz?
beh: a klepie z kumplem-panemfroterka- bo mam problem i nie wiem jak go ugrysc
jarek: a jaki problem?
beh: z datami [nastepuje tlumaczenie]
jarek: no ale przeciez sprawdzasz date wczesniejsza to o co chodzi.
beh: nie. sprawdzam co jest w tabelce i to nie jest to o co ja pytam.
jarek: [kombinuje na glos dalej]
beh: masz racje. tylko co z tego jak to nie dziala :>
jarek: to nie rozumiem.
beh: ja tez nie. wlasnie dlatego gadam z kims, moze jak naklepie na gg to sama cos wymysle* :>
jarek: a jakbys [nastepuje kolejna kombinacja]
beh: tlumacze ci ze TO NIE TAK DZIALA
jarek: to nie rozumiem
*beh tez przestaje rozumiec...*
beh: nie umiem ci tego wytlumaczyc. moge ci to narysowac...
jarek: nie umiem ci pomoc
beh: no wiem. ale pogadac se mozemy :P
*beh nie wymyslila. olala temat i doszla do wniosku ze bez jednego warunku da sie zyc :>
beh: a klepie z kumplem-panemfroterka- bo mam problem i nie wiem jak go ugrysc
jarek: a jaki problem?
beh: z datami [nastepuje tlumaczenie]
jarek: no ale przeciez sprawdzasz date wczesniejsza to o co chodzi.
beh: nie. sprawdzam co jest w tabelce i to nie jest to o co ja pytam.
jarek: [kombinuje na glos dalej]
beh: masz racje. tylko co z tego jak to nie dziala :>
jarek: to nie rozumiem.
beh: ja tez nie. wlasnie dlatego gadam z kims, moze jak naklepie na gg to sama cos wymysle* :>
jarek: a jakbys [nastepuje kolejna kombinacja]
beh: tlumacze ci ze TO NIE TAK DZIALA
jarek: to nie rozumiem
*beh tez przestaje rozumiec...*
beh: nie umiem ci tego wytlumaczyc. moge ci to narysowac...
jarek: nie umiem ci pomoc
beh: no wiem. ale pogadac se mozemy :P
*beh nie wymyslila. olala temat i doszla do wniosku ze bez jednego warunku da sie zyc :>
beherit potwory tworzaca
TYLKO DLA TYCH CO SIE ZNAJĄ NA SQLu! a i tak powinni to jednym okiem ogladac :>
select k1.kod,Najlepsze jest to, ze to dziala i robi co ja chce :>
sum(d1.sumanetto) [obrót], fa.datakey,
(select f2.datakey from features f2 where f2.name like 'sieci' and f2.parent= d1.odbiorca),
(select sum(p2.sumanetto) from pozycjedokhan p2
join dokhandlowe d2 on p2.dokument = d2.id
join kontrahenci k2 on d2.odbiorca = k2.id
where exists ( select *
FROM [SpecLis].[dbo].[PrzecenyOkresTwr]
join przecenyokres on przecenyokrestwr.przecenaokresowa = przecenyokres.id
where przecenyokres.OkresFrom >= '2013-02-01'
and przecenyokres.kontrahent = d2.kontrahent
and przecenyokrestwr.towar = p2.towar)
and d2.definicja != 99 and (d2.kategoria =2 or d2.kategoria = 3)
and k2.kod= k1.kod
group by k2.kod) [promo]
from dokhandlowe d1
join kontrahenci k1 on d1.odbiorca = k1.id
join features fa on fa.parent = d1.odbiorca
where (d1.definicja != 99 and (d1.kategoria =2 or d1.kategoria = 3))
and fa.name like 'towProc'
and d1.data between '2013-01-01' and '2013-01-31'
group by k1.kod , fa.datakey,d1.odbiorca
order by fa.datakey, k1.kod
poniedziałek, 4 lutego 2013
coś
beh: potrzebuje... jakieś... coś....
wojtek *lol*
beh: no cooooooo
wojtek: .. gdzies?:>
beh: czepiasz sie
wojtek *lol*
beh: no cooooooo
wojtek: .. gdzies?:>
beh: czepiasz sie
Beherit zajecia wieczorowa pora
Czasami wolalabym sie nie znac na sprzecie. Albo przynajmniej nie miec srubokreta w domu...
edit:
A tak wogole to jak sciagnelam przednia czesc budy to wypadly z niej WSZYSTKIE pieprzone zaslepki. Co za kurwa chory umysl wymyslil ta bude to ja nie wiem ;/ przekladanie dyskow miedzy miejscami odbywa sie OD PRZODU. A po nizej fotka ktora imo jest zwyczajnie ladna :>
edit:
A tak wogole to jak sciagnelam przednia czesc budy to wypadly z niej WSZYSTKIE pieprzone zaslepki. Co za kurwa chory umysl wymyslil ta bude to ja nie wiem ;/ przekladanie dyskow miedzy miejscami odbywa sie OD PRZODU. A po nizej fotka ktora imo jest zwyczajnie ladna :>
piątek, 1 lutego 2013
pogoda
beh: buty se wyczysc bo ci sie rozpadna *patrzy z powatpiewaniem na zasolone glany kuby*
kuba: czyscilem wczoraj! taka mamy kurwa pogode!
beh: taaa, z nieba jebie solą!
kuba: czyscilem wczoraj! taka mamy kurwa pogode!
beh: taaa, z nieba jebie solą!
naklejki i zgroza
wojtek: ...i nakleje imnaklejke od windowsa... i od plyty im nakleje..i od dysku.. masz jeszcze jakies naklejki?
beh: nieee... pingwiny z madagaskaru mam przyklejone na budzie... i od dysku.. i od proca..i nawet...WISTA! hołm! BEJZIK! *beh zaczyna drapac naklejke* NIE SCHODZI! WEZWIJ KAWALERIE!
beh: nieee... pingwiny z madagaskaru mam przyklejone na budzie... i od dysku.. i od proca..i nawet...WISTA! hołm! BEJZIK! *beh zaczyna drapac naklejke* NIE SCHODZI! WEZWIJ KAWALERIE!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















