Beheroot i Mer znaleźli w internetach RZECZ. Postanowili RZECZ wykonać. Po 3 godzinach ganiania po marketach budowlanych w piątek w salonie został utworzony warsztat
Piątek:
Beh: ale po co ci imadło? To wszystko się da bez imadełka...
Mer: BO ZAWSZE CHCIAŁEM MIEĆ IMADEŁKO!
Beh: aaaa, to ja przepraszam. Ładne imadełko.
Sobota
Le warsztatownia. Na normalnym stole położona decha, nawet nie rozwinięta z folii, przytrzymywana zaciskami stolarskimi. Po przymiarkach, rysowaniu, ponownym rysowaniu i dociąciu wyjątkowo obrzydliwym brzeszczotem małych desek, zostaly przykręcone do więksiejszej deski.
Mer: ale to trzeba nawiercić
Beh: a po cholere? Przecież mamy wkręty i wkrętareczke.
A potem stało się to:
Mer: ...następne jednak nawiercimy.
Beh: no doooobra.
Prowadnica fachowo tymczasowo zamocowana na miejscu. Ludzkość nie osiągnęłaby tego co osiągnęła gdyby nie taśma klejąca.
Bo micoromot leżał taki sam, samiutki w walizeczce... to i zastosowanie się znalazło. Prowadnica i decha zostały wygładzone (bo oszlifowaniem tego nazwać nie można)
A potem przydał się do wiercenia dziurek bardzo blisko skrętu 2 desek.
Pierwsza przymiarka kółka i wbijanie wkręta.
2/4 kółek na miejscu
3 kólka na miejscu, przymiarka czwartego i dystans między nimi, czyli kanał elektryczny zastosowanie 364.
Warsztatownia z innego kąta strzelona, jeździk w imadełku oraz pierwsza przymiarka flaszki na wkręconych kółkach.
Mer: WIdzisz jak się dobrze wkręca jak są nawiercone? masz spróbuj
Beh: ale po co. Mamy wkrętarkę a mam wkręcać wkręty śrubokrętem jak jakiś... chłop pańszczyźniany? *wkręca wkręta rencyma bez większego przekonania*
Mer: A tam, mi się dobrze wkręca.
...4 wkręty później, 2 deski dalej
Mer: daj tą wkrętarkę.
Mer: Ej, ta nowa fryzura ci idealnie pod maske pasuje... gdzie masz telefon? Zrobie ci zdjęcie ... nie rób głupich min!
...czyli jak dobrze mieć frezarkę. Otóż okazało się że nóż po przyczepieniu do dech z zawiasem nie sięga czego ma sięgać czyli butelki na kółkach.
Ciachacz do butelek w pełnej krasie.
Pierwsza pięknie przecięta butelka. Aczkolwiek nie pierwsza która wyszła spod noża.
Mer: w sumie to mogliśmy zrobić jakiś worek na szkło.
Beh: e, mamy mały kubełek przecież.
Mer: W sumie racja. Potem sie od razu wysypie... taaaa.... i miejsce się skończyło
Beh, zagląda do kubełka prawie w całości zajętego przez 2 butelki: jak się skończył... poczekaj.
*Beh wraca z młotkiem*
Mer: co ty...
Beh: uhahahaha! *trzask tłuczonego młotkiem szkła*
Druga butelka niestety nie pękła tak przepięknie i trzeba było zedrzeć spory kawał szkła. 2 frezy diamentowe dokonały żywota na tej czynności (stępiły się strasznie. Ot taki urok akcesoriów po złotówce) . I ponownie gdzie my ludzie, bylibyśmy gdyby nie taśma klejąca. Tym razem taśma która ma wszystkie inne pod sobą - DUCKTAPE jako "to weź mi narysuj jakąś linię do której mam to ściąć".
Prawa już szklanka, oszlifowana i wygładzona ręcyma (tymi bardziej kudłatymi) i wodnym papierem ściernym.
A tu 3/4 miseczki która w zasadzie jeszcze nie ma swojego przeznaczenia. Role "bo ja chce potrenować szlifowanie szkła" spełniła. Teraz może robić za... pojemniczek na niewielkie dzińdzible.
Tak, da sie pociąć butelki prościej. Ale budowanie wiekopomnego dzieła w dwie osoby które mają nikłe pojęcie i takiej dłubaninie to zajebista zabawa.
A co w zasadzie było robione i skąd? A to:
http://www.instructables.com/id/easy-glass-bottle-cutter-made-up-of-common-parts/step16/Last-improvement-UPDATE/