THE WOODLOG. Czyli wygrzebana z kupy jedna jedyna brzozowa ...kłoda?
Jak na czlowieka nie potrafiącego się posługiwać siekierą oraz posiadającego mnóstwo siekier i wszystkie tępe behe całkiem nieźle poradziła sobie z przecięciem klocka na pół. Ofc wyszło mniejsze pół i większe pół :>
Szlifu szlifu. Pokłosiem dziwnego cięcia siekierą była dość duża szczerba w kłodzie. Ale nic z czym papier 36 i wiertarka by sobie nie poradziły.
Warsztacik wsiowy. Się ubrudził troche... parksajd ma wade. Menda się wyładowywuje w tempie ekspresowym. Tu akurat kawałek innego projektu.
"Hm, coś źle widze, mgła w środku dnia?" - pomyślała behe a potem przypomniała sobie że nosi okulary a pył drewniany lata.
Troche widoczny rysunek smoka. Pierwszy rysowany z tutoriala a nie przeniesiony skądśtam.
Behe zaczęła kląć na jutuba - tam rzeźbiarzom dłuta wchodziły w drewno jak w masło a oni sami prowadzili je tam gdzie chcieli. Odpowiednie drewno jest, trzyma odpowiednio dłuto więc łot de fak? Mać później uswiadomiłą behe że rzeźbi się w świeżym drewnie, a nie wysezonowanym przez parę lat... bo wtedy się staje zajebiście twarde.
...ale twarde sezonowane drewno jest niczym wobec micromota! Tak tak, po dniu stania z dłutami behe pod wieczór się poddała i ostateczny szlif został nadany powertoolem. A i ulubione dłuto zdążyło się stępić.
