Behe siedzi przy merowym kompie gdy M śpi w pokoju obok. M sie budzi (sort of) i krąży.
Beh, nie odwracając się od kompa: helool
M: JEZUS MARJA!
Beh: czy ja wyglądam jak Samara?*
M: nie wiem...
*dziewczynka z The Ring.
niedziela, 29 stycznia 2017
czwartek, 26 stycznia 2017
Bunt, bo porządek musi być
A było tak:
Każdy mył kubeczki 1 dnia tygodnia. Problem polegał na tym że mając 8 ludzi pracujących z czego czasem tylko 2 siedzących w biurze cały dzień, Firma miała 12 brudnych kubków na dzień. No madzik. Po wielu dniach, tygodniach i miesiącach sarkania imć Janusza i kibicującej mu Behe, nastąpiła ZMIANA.
o zmianie koledzy zostali powiadomieni przez Janusza OFICJALNYM mailem:
No i kurde wszystko jak zwykle wina Behe ;P
Każdy mył kubeczki 1 dnia tygodnia. Problem polegał na tym że mając 8 ludzi pracujących z czego czasem tylko 2 siedzących w biurze cały dzień, Firma miała 12 brudnych kubków na dzień. No madzik. Po wielu dniach, tygodniach i miesiącach sarkania imć Janusza i kibicującej mu Behe, nastąpiła ZMIANA.
o zmianie koledzy zostali powiadomieni przez Janusza OFICJALNYM mailem:
No i kurde wszystko jak zwykle wina Behe ;P
wtorek, 24 stycznia 2017
tonący brzydko się chwyta
M: kochanie, a apropos podcinania drzwi
beh: NIC MI NIE MÓW
M: ale
Beh: CICHO! WIEM!
M: jak będziesz chciała jeszcze podcinać drzwi
Beh, wychodząc z pokoju toples, macha biustem: nanana, pacz jakie fajne!
...i wobec siły TYCH argumentów M. dał spokój drzwiom ;)
M, gdy już skończył podziwiać widoki: ale pila taka na pałąku to by się przydała
Beh: wole prostą.
M: taka na pałąku się nie gnie aż tak :>
Beh: w sumie moge mieć dwie piły... możesz mi kupić dwie piły. co my tam mamy najbliżej... o wiem! walentynki!
beh: NIC MI NIE MÓW
M: ale
Beh: CICHO! WIEM!
M: jak będziesz chciała jeszcze podcinać drzwi
Beh, wychodząc z pokoju toples, macha biustem: nanana, pacz jakie fajne!
...i wobec siły TYCH argumentów M. dał spokój drzwiom ;)
M, gdy już skończył podziwiać widoki: ale pila taka na pałąku to by się przydała
Beh: wole prostą.
M: taka na pałąku się nie gnie aż tak :>
Beh: w sumie moge mieć dwie piły... możesz mi kupić dwie piły. co my tam mamy najbliżej... o wiem! walentynki!
poniedziałek, 23 stycznia 2017
termin
Jar: i zrób analizy dla r.
Beh: a na kiedy ty im to obiecałeś?
Jar: na piątek. *po chwili* ten zeszły.
Beh: a na kiedy ty im to obiecałeś?
Jar: na piątek. *po chwili* ten zeszły.
niedziela, 22 stycznia 2017
eksperymenty
2 ludzi, 1 mieszkanie 2 eksperymenty toczące się obok siebie. Jeden to podcinanie drzwi, drugi to pieczenie chleba. No i które wykonywał pan a które pani domu?
Chlebek był tak zajebisty że najpierw behomery zaczely go pożerać, bo kto by myślał o robieni jakichś fotek.
M. jako człowiek umysłu ścisłego dużo lepiej sobie poradził z pieczeniem chleba niż behe z drzwiami... Nie dość że sie jej 'ześlizgła' piła to jeszcze jeden akumulator od niech wyzionął ducha. (CHwila grozy nastąpiła gdy wydawało się że oba odeszły do akumulatorowego nieba i trzeba bedzie cięcie dokańczać np zębami :>) Od tej strony nie widać. Za to widać najnowszy nabytek: pszeeeepikny dywan w 'szare maziaje' co sie pinkie komponuje z zielonym chodniczkiem shaggy :>
Od tej strony zdecydowanie gorzej wypadają te drzwi... może im jaką szczotkę przykleić.... ;P Tak czy inaczej otwierają się i zamykają bez potrzeby odwijania dywanów :>
I jescze odnośnie chlebka i internetów
M, do behe trzymającej w jednej ręce chlebek a drugą pstrykającej fote tegoż: bosz...
Beh: no coooo
M: ja cie nie rozumiem.
Beh: że co? toż musze sie chwalić w internetach i dookoła jakiego mam zdolnego faceta. a ty sie nie chwalisz jaka masz zdolną kobiete!
M: bo sie sama chwalisz
Beh: ojtam ojtam.
M: ja nie chce mieć psychofanek!
Beh: obronie cie!
M: a jak bedą chciały trójkącik?
Beh, po chwili namysłu: to też cie obronie. i siebie w sumie tez...
piątek, 20 stycznia 2017
głębokie konwersacje
M: Przelew ci powinien dojść
Beh: jaki przelew?
M: no na konto... przelałem ci....
Beh: ale co?
M: Pieniądze...
Jak już oboje się wyśmiali nad absurdem tego dialogu
Beh: obosz to byla konwersacja na poziomie tej z ebookiem
M:hm?
Beh: z kumpelą kiedyś gadam że wysłałam jej ebooka, ona: mailem? ja: nie kurwa, gołębiem
Beh: jaki przelew?
M: no na konto... przelałem ci....
Beh: ale co?
M: Pieniądze...
Jak już oboje się wyśmiali nad absurdem tego dialogu
Beh: obosz to byla konwersacja na poziomie tej z ebookiem
M:hm?
Beh: z kumpelą kiedyś gadam że wysłałam jej ebooka, ona: mailem? ja: nie kurwa, gołębiem
wtorek, 17 stycznia 2017
Behe i jej nowy kubeczek
Tak kończą klienci którzy zadawali DURNE pytania albo wkurwiali admina.... Well przynajmniej teraz Morte jest szczęśliwy :P (w sumie jak każda czaszka...)
poniedziałek, 16 stycznia 2017
4 Problem solved
Jest sobie młoda osobka. Osobka przejawia fascynacje skórami,
pieszczochami, glanami... u know the deal :> No i problem. Nie,
nie z tatusiem czy z mamusią. Tatuś jako mający sentyment do KATa
zachwycony gustem modowym córki. Tylko że na 10latki to nie ma
pieszczochów - no za chude rączki. Ale behe ma troche narzędzi
kaletniczych i dużo napów. Obecnie ma też poparzone kciuki bo menda gumka nie chciala się stopić i skleić ze sobą. No to powstał ordynarny węzeł.

piątek, 13 stycznia 2017
opowieść o komunie
Wpadł przelotem człowiek-klient (jeden z tych których Behe nie chce zabić od razu i czasem odbiera telefony od niego)
CK: ...ale jak chcecie zobaczyć prawdziwą komune to jedźcie do tego wierzowca garbarni. Panie, to przecież trzeba nakręcić i dzieciom pokazywać że coś takiego było. Wjeżdzasz i widzisz szlaban, taki jak za stanu wojennego, z tym klocem do podnoszenia. Wychodzi gość i podnosi za tego kloca
Janusz: i za sznurek spuszcza
CK: coś pan, sznurek to mu już dawno zajebali! Nie wiadomo na cholere ten szlaban tam jest,jak to wszystko tam to jedna wielka ruina
Beh: bo etat jes. No szlabaniarz podnosi szlaban nie.
CK: No tak. Wchodze do tego budynku, szukam pokoju 502, myśle sobie że to na 5 piętrze, ale nie widzę żadnych schodów. TO zapytałem jakiegoś gościa, ten też nie wie ale że tu jest portiernia. Ide na tą portiernie a tam cieć. Ale panie, takiego portiera to nawet w latach '70 nie było!
Janusz: filcoki i gumioki?
CK: tak. pytam sie go dzie tu ten pokój. "Panie. pudziesz* pan w lewo potem w prawo, do windy, wyjedziesz pan na 5 pietro potem znowu w prawo i tam bedzie pokój 502". Ide, wchodze do tej windy... i myśle sobie przez całą droge "co ja najlepszego zrobiłem!"
Beh: i modły do wszystkich znanych bogów wszystkich religii?
CK: ano. taka sama ruina jak wszystko dookoła.
*tak, w interpretacji CK było slychac blędy ortograficzne.
CK: ...ale jak chcecie zobaczyć prawdziwą komune to jedźcie do tego wierzowca garbarni. Panie, to przecież trzeba nakręcić i dzieciom pokazywać że coś takiego było. Wjeżdzasz i widzisz szlaban, taki jak za stanu wojennego, z tym klocem do podnoszenia. Wychodzi gość i podnosi za tego kloca
Janusz: i za sznurek spuszcza
CK: coś pan, sznurek to mu już dawno zajebali! Nie wiadomo na cholere ten szlaban tam jest,jak to wszystko tam to jedna wielka ruina
Beh: bo etat jes. No szlabaniarz podnosi szlaban nie.
CK: No tak. Wchodze do tego budynku, szukam pokoju 502, myśle sobie że to na 5 piętrze, ale nie widzę żadnych schodów. TO zapytałem jakiegoś gościa, ten też nie wie ale że tu jest portiernia. Ide na tą portiernie a tam cieć. Ale panie, takiego portiera to nawet w latach '70 nie było!
Janusz: filcoki i gumioki?
CK: tak. pytam sie go dzie tu ten pokój. "Panie. pudziesz* pan w lewo potem w prawo, do windy, wyjedziesz pan na 5 pietro potem znowu w prawo i tam bedzie pokój 502". Ide, wchodze do tej windy... i myśle sobie przez całą droge "co ja najlepszego zrobiłem!"
Beh: i modły do wszystkich znanych bogów wszystkich religii?
CK: ano. taka sama ruina jak wszystko dookoła.
*tak, w interpretacji CK było slychac blędy ortograficzne.
poniedziałek, 9 stycznia 2017
Po czym poznać że należy wygonić pracownika na urlop?
W piatek czy kiedy tam Behe nawrzeszczała na klienta przez telefon( tak nieprofesjonalne i , co tu dużo mowic, chamskie zachowanie sie jej zdażyło przez telefon 2 razy przez prawie 6 lat pracy w obecnej firmie). Dziś podczas rozmowy mailowej z wytresowanym klientem (dzwonią tylko wtedy gdy serwer się pali, reszta -na maile) po dłuuuugiej konwersacji behe odpisuje:
W dniu 2017-01-09 o 12:35, Zamówienia pisze:Jak przenoszę do tabeli znowu problem ! *screen z excela obrazujący problem*
Bo zakres danych ma pani do dupy. *opis co ma zrobić, z cichą nadzieja ze pani się w końcu ogarnie i da behe spokój...*
środa, 4 stycznia 2017
wkurw level-poza skalą
Telefon. Dzwoni. Stacjonarny przełączony więc Behe odbiera.
Wita sie grzecznie i miło, po 30 sekundach przestaje być miła, po kolejnej minucie zaczyna się drzeć na klienta.
T:bo czytam od pani emlia* i ja nie rozumiem. Dla mnie baza to jest jakiś zbiór danych *i dalej w ten deseń*
Beh: ale przepraszam, po pierwsze wysyłałam maila do pana Bartka,a nie do pana, ale ok. Nie wysyłałam do pana tylko do kogoś kto to robi
T: TO NIECH PANI ZAWOŁA BARTKA** I NIECH TU PRZYJDZIE
Beh: a tak zasadniczo to o co panu chodzi? bO póki co to krzyczy pan na mnie a nawet nie wiem czy pan robi te rzeczy***
T: bo nic nie działa co zgłaszałem że jest do zrobienia! Do [szefa] sie nie moge dodzwonić, pani nie odbiera, to się dogrzebałem do telefonu firmowego i dzwonie! Czemu [szefu] nie odbiera telefonu?!
Beh: bo siedzi u innego klienta. nie widziałam się z nim dzisiaj w ogóle. Czego pan ode mnie oczekuje?
T: niech [szefu] odbiera telefon!
Beh: znaczy co, mam jechać do klienta i kopnąć swojego szefa w dupe? Czy jak pan sobie to wyobraża?
T: mieliście zrobić ten wydruk, gadałem rano z [szefem] i mowił mi że coś zrobił, teraz pani MI pisze żeby coś sprawdzić a nic nie działa *i dalej się gość nakręca jak niewyruchana żona której mąż zniszczył ulubiony mocherowy beret*
Beh: już? Bo, z całym szacunkiem i przepraszam za słownictwo ale OPIERDALA MNIE PAN NIE WIADOMO O CO. I NIE WIEM CZEGO PAN OCZEKUJE.
T; bo ja gadałem z [szefem]
Beh: TO NIECH PAN GADA Z NIM A NIE ZE MNĄ! Czy to już wszystko?
T, pan dyrektor, zdziwiony najwyraźniej faktem ze 'podrzedny' pracownik nie sra pod siebie rozmawiajać z nim: ,,,yyy tak.
Beh: TO. DZIĘKUJĘ. DOWIDZENIA.
T: dowidzenia...
*email. a napisane było 'proszę wejść do bazy X'. Kto się posługuje systemem doskonale zna ten żargon.
** pracownik pana telefona, podwładny
*** rzeczy dotyczyły najniższych w hierarchii klepaczy dokumentów.
Chwilę później konfrontujemy z Jarem czy gadał z panem telefonem i zasadniczo powiedział to samo co behe - żeśmy się dzsiaj nie widzieli w ogóle oraz że nasz przepływ informacji między ludźmi jest o niebo lepszy niż ten u nich we firmie.
A behe do tej pory się zastanawia CZEMU pan X odbira maile pana Y.
Wita sie grzecznie i miło, po 30 sekundach przestaje być miła, po kolejnej minucie zaczyna się drzeć na klienta.
T:bo czytam od pani emlia* i ja nie rozumiem. Dla mnie baza to jest jakiś zbiór danych *i dalej w ten deseń*
Beh: ale przepraszam, po pierwsze wysyłałam maila do pana Bartka,a nie do pana, ale ok. Nie wysyłałam do pana tylko do kogoś kto to robi
T: TO NIECH PANI ZAWOŁA BARTKA** I NIECH TU PRZYJDZIE
Beh: a tak zasadniczo to o co panu chodzi? bO póki co to krzyczy pan na mnie a nawet nie wiem czy pan robi te rzeczy***
T: bo nic nie działa co zgłaszałem że jest do zrobienia! Do [szefa] sie nie moge dodzwonić, pani nie odbiera, to się dogrzebałem do telefonu firmowego i dzwonie! Czemu [szefu] nie odbiera telefonu?!
Beh: bo siedzi u innego klienta. nie widziałam się z nim dzisiaj w ogóle. Czego pan ode mnie oczekuje?
T: niech [szefu] odbiera telefon!
Beh: znaczy co, mam jechać do klienta i kopnąć swojego szefa w dupe? Czy jak pan sobie to wyobraża?
T: mieliście zrobić ten wydruk, gadałem rano z [szefem] i mowił mi że coś zrobił, teraz pani MI pisze żeby coś sprawdzić a nic nie działa *i dalej się gość nakręca jak niewyruchana żona której mąż zniszczył ulubiony mocherowy beret*
Beh: już? Bo, z całym szacunkiem i przepraszam za słownictwo ale OPIERDALA MNIE PAN NIE WIADOMO O CO. I NIE WIEM CZEGO PAN OCZEKUJE.
T; bo ja gadałem z [szefem]
Beh: TO NIECH PAN GADA Z NIM A NIE ZE MNĄ! Czy to już wszystko?
T, pan dyrektor, zdziwiony najwyraźniej faktem ze 'podrzedny' pracownik nie sra pod siebie rozmawiajać z nim: ,,,yyy tak.
Beh: TO. DZIĘKUJĘ. DOWIDZENIA.
T: dowidzenia...
*email. a napisane było 'proszę wejść do bazy X'. Kto się posługuje systemem doskonale zna ten żargon.
** pracownik pana telefona, podwładny
*** rzeczy dotyczyły najniższych w hierarchii klepaczy dokumentów.
Chwilę później konfrontujemy z Jarem czy gadał z panem telefonem i zasadniczo powiedział to samo co behe - żeśmy się dzsiaj nie widzieli w ogóle oraz że nasz przepływ informacji między ludźmi jest o niebo lepszy niż ten u nich we firmie.
A behe do tej pory się zastanawia CZEMU pan X odbira maile pana Y.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










